Popularne posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 września 2011

Wizualizacja Plus


Witajcie Przyjaciele i Goście mojego blogu.


Jakiś czas temu, obiecałem jednej z Czytelniczek [patrz: komentarze do „Sekret” – prawda czy takie tam …? Cz. 3 i ostatnia (wer. robocza A)], że zamieszczę na swoim blogu opis metody, którą na swój użytek nazwałem Wizualizacją Plus (akurat nic lepszego nie przyszło mi do głowy). Jest to metoda będąca połączeniem innych technik i metod, jakie poznałem w ciągu ostatnich dwóch, trzech lat. Dorzuciłem również swoje trzy grosze i w rezultacie mamy metodę, którą zaraz Wam opiszę.

Kilka miesięcy temu opisałem tę metodę mojej serdecznej Przyjaciółce, która od dłuższego czasu chodziła o lasce i borykała się z silnym bólem, który nieustannie jej towarzyszył. Lekarze kazali jej leżeć i czekać w kolejce na operację. Jakież było moje zdziwienie, kiedy dwa czy trzy miesiące później ujrzałem ją bez laski i z szerokim uśmiechem na ustach. Na szczęście Ona nie zauważyła związku pomiędzy metodą WP a swoim obecnym stanem zdrowia. Tzw. „prawo przyciągania” zadziałało tutaj z właściwą sobie elegancją i dyskrecją. Dość powiedzieć, że moja Przyjaciółka spotkała na swej drodze kogoś, kto skierował ją do właściwego specjalisty – terapeuty, u którego sam znalazł pomoc i ulgę w cierpieniu. Wystarczyło kilka wizyt, i laska wylądowała w kącie!
Może piękniej by było gdyby organizm sam się uzdrowił? Nieee! Wcale nie! To właśnie jest fantastyczne – „mówimy”, co chcemy mieć i nie martwimy się jak. Bóg czy też Wszechświat (nazwijcie sami tę Potęgę) znajduje sposób by nam dostarczyć to, czego sobie życzymy.

Nieważne czy macie problemy ze zdrowiem, z pieniędzmi czy z miłością. Zamiast o miłości możemy też mówić o szeroko pojętych relacjach z innymi ludźmi. Nieistotne więc czego dotyczy Wasze zmartwienie – zacznijcie stosować tę metodę.
Gorąco polecam!

Jest to technika prosta i opierająca się na znanych, starych prawach i mechanizmach, których połączenie ma jednak (jak dla mnie) wydźwięk dość nowatorski. Jest szczególnie przydatna, kiedy człowiek czuje się przytłoczony jakimiś myślami (o problemach zdrowotnych, finansowych lub problemach w relacjach z innymi ludźmi). Mówiąc „przytłoczony”, mam na myśli stan, w którym trudno jest skupić myśli na czymkolwiek innym niż dręczący nas problem (niepewność, obawa …).


Ja, w praktyce, robię to tak:
1.       Nakładam słuchawki i włączam muzykę (np. „Secret fountain” – David & Steve Gordon z albumu Musical Healing, lub Andreas Scholl “How sweet the moonlight” jeśli jest wieczór – ten ostatni jest na YouTube http://www.youtube.com/watch?v=anxQ-CoesRQ , lub coś innego i spokojnego co lubię - najlepiej utwór instrumentalny, relaksacyjny) – nie za długa całość 3-4 minuty;
2.       Przez kilka, kilkanaście sekund daję się ponieść muzyce i jej klimatowi – pozwalam się zainspirować;
3.       Mówię swojemu umysłowi świadomemu miej więcej tak: „wiem, wiem – jest mnóstwo pilnych spraw lub zmartwień do przemyślenia, ale teraz są moje trzy minuty i ja decyduję, o czym myślimy, do zmartwień wrócimy za chwilę, a teraz daj mi te trzy minuty spokoju!”; z reguły umysł odpuszcza i pozwala przełamać gonitwę myśli negatywnych;
4.       Przez chwilę kieruję myśli na jakieś najcudowniejsze wspomnienia lub jakąś wymarzoną, cudowną sytuację –  pozwalam rozkwitać marzeniom
a) Potem kieruję myśli na wymarzoną sytuację, która przy okazji symbolizuje i uosabia koniec moich kłopotów, (np. tańczysz rock and rolla, fikając jak 18-to latek, albo wlazłeś na Giewont i cieszysz się widokami i własną siłą, albo …można tu puścić wodze …). Ważne by wyobrażać sobie rezultat a nie drogę do niego. (Utrzymaj wizję przez nie mniej niż 70 sekund.) Myślę o tym jak korzystam z otrzymanego daru (zdrowia, pieniędzy, miłości).
b) Wtedy staram się odczuć ulgę, radość, satysfakcję, wzruszenie i wszystko co trzeba tzn. co będę czuł kiedy mój kłopot się skończy; Staram się poczuć tak jakby to już się dokonało (jak pojawiają się łzy ulgi i radości to – z mojego doświadczenia – jest tak jak należy). Żyję przez moment tą radością, daję się jej ponieść …
c) Na koniec: dziękuję (Bogu, Opatrzności, Wszechświatowi … ) – odczuwam i wyrażam wdzięczność mówiąc (i czując w głębi siebie): JESTEM TAK BARDZO WDZIĘCZNY, DZIĘKUJĘ, DZIĘ-KU-JĘ!

KONIEC

Wracam do życia z innym nastawieniem. To naprawdę wspaniale działa! Powtarzam w miarę możności 3-5 razy na dzień (przy pewnej wprawie można i bez muzyki, ale to trudniejsze). Jeśli nie możecie tak często, to spróbujcie przynajmniej rano i wieczorem.

Cud przychodzi niepostrzeżenie i bez wysiłku – nie wypatruj goJ bo wszystko zepsujeszJ

Namaste
Greg Ka

PS. Żeby wszystko było jasne, nie wyrażam zgody na pobieranie tego artykułu z mojego blogu i nie udostępniam go nigdzie indziej. Można go czytać tylko tutaj.

środa, 16 marca 2011

Jak spełnić marzenia bardzo szybko? - Niezwykła medytacja "Słońca-Księżyca"



Szanowni Czytelnicy, Drodzy Goście mojego blogu, w trakcie prac nad trzecią częścią artykułu pt. „Sekret” – Prawda czy takie tam …?, doszedłem do wniosku, że rozsądnie będzie wyodrębnić z niego niektóre fragmenty. Ten zabieg techniczny ma na celu, zachowanie rozsądnej objętości artykułu, oraz ułatwienie Wam powrotu do wybranej techniki, w dowolnym momencie.
Pierwszym z wyodrębnionych fragmentów jest opisana poniżej medytacja „Słońca-Księżyca” (ang. The "Sun Moon" Meditation).
 
Ta krótka technika medytacyjna, mająca swoje źródło w Buddyzmie Tybetańskim, służy temu, aby maksymalnie skrócić czas realizacji naszych pragnień i marzeń. Jest to prawdziwa „perełka w kolekcji” moich ulubionych metod.
 
Dattatreya Siva Baba, (guru i mędrzec, o którym więcej napiszę przy innej sposobności), dzięki któremu poznajemy tę technikę, objaśnia nam w kilku swoich wykładach, że umysł (a także myśl) i czas są synonimami. Czas potrzebny na zamanifestowanie swojej myśli, zależy od stopnia świadomości osoby, która chce tego dokonać. Słowo „manifestacja”, oznacza tutaj „objawienie się” myśli na poziomie materii, czyli w naszym materialnym świecie. Aby niezwłocznie zmaterializować swoje marzenie, musimy wykroczyć poza ramy czasu. Kiedy znajdujemy się w ponadczasowej przestrzeni lub wymiarze, manifestacja naszej myśli może pojawić się bardzo szybko. Umysł neuronalny (w sensie „mózg”) nie potrafi materializować myśli. Może to zrobić tylko, bardzo spokojny, umysł ponadczasowy. Dattatreya uprzedza, że nie da się tego zrozumieć poprzez proces intelektualny. Podobnie zresztą jak wielu innych prawd dotyczących naszej duchowości.
 
Skracając dalsze objaśnienia do niezbędnego minimum, dodam, że Słońce i Księżyc, poprzez swój ruch, kreują czas. Ich symboliczne zatrzymanie i połączenie w jedność, w trakcie medytacji, pozwala wykroczyć poza ograniczenia czasu.
 
Całość trwa około 4 minuty, razem z krótkim wprowadzeniem (około 1 minuty), które jest istotne tylko przy pierwszych ćwiczeniach. Jeśli ktoś nie zna języka angielskiego, proponuję, aby przed uruchomieniem materiału wideo przeczytał poniższe omówienie medytacji.
 
Uruchom materiał wideo (Link Sun-Moon) – można także, uczynić to klikając w okienku YouTube, obok posta na blogu, charakterystyczny obrazek z wystylizowanymi słońcami i księżycami (jeśli jest tam akurat widoczny).


Po około minutowym wstępie, narratorka (Raji), mówi:
  • zamknij oczy
  • skup swoją uwagę na swojej czakrze serca, pośrodku (w osi) klatki piersiowej (na wysokości serca)
  • wyobraź sobie (tam, wewnątrz czakry) Słońce, bardzo jasne i olśniewające
  • blisko Słońca, wewnątrz twojej czakry serca, wyobraź sobie Księżyc (wszystko razem dokładnie pośrodku, wewnątrz twojej klatki piersiowej) – Księżyc jest w pełni (okrągły)
  • teraz Księżyc przesuwa się w kierunku Słońca, powoli jest coraz bliżej i bliżej (Księżyc reprezentuje twój umysł i czas, Słońce zaś reprezentuje Boga i ponadczasowość)
  • w końcu Księżyc stopniowo wnika w Słońce i łączy się z nim
  • skoncentruj się na wizualizacji Słońca, Księżyc wszedł już do środka i połączył się ze Słońcem
  • teraz pomyśl o tym, co chcesz osiągnąć (zamanifestować) w swoim życiu, zwizualizuj to (wyobraź sobie) przez dłuższą chwilę
  • następnie pozwól wizji odejść
  • powoli, powoli wróć do siebie i otwórz oczy
Po uzyskaniu pewnej wprawy, materiał wideo, którego główną wartością są spokojny głos narratorki oraz ładna statyczna grafika, nie będzie wam już potrzebny. 
Metoda jest potężna, ale radzę zaczynać od mniejszych pragnień. Dlaczego? Tego dowiecie się z 3-ciej  części artykułu ("Sekret" - prawda czy takie tam ...?), kiedy już będzie gotowa.


Namaste
Greg Ka


PS. 
I jeszcze mały bonus dla czytelników mojego blogu - jeśli chcesz wiedzieć gdzie dokładnie znajduje się czakra serca (i inne czakry), znajdź spokojne pół godziny, załóż słuchawki i obejrzyj ten film:
Link Pojąć czakry
Teraz film jest w trzech częściach. Drugą i i trzecią część znajdziesz z łatwością. 
Jeśli nie znasz języka angielskiego - nic nie szkodzi, po prostu patrz i słuchaj a gwarantuję, że poczujesz każdą czakrę po kolei. Dobrze by było aby podczas oglądania nic Cię zbytnio nie krępowało, ani ubiór ani pozycja, którą zająłeś - przyda się odrobina swobody i rozluźnienia. Usiądź więc wygodnie i wyprostuj plecy:)


PPS. Jeśli spodobał Ci się ten artykuł i chcesz pobrać jego kod HTML to użyj proszę tego linku Link Medytacja Słońca-Księżyca 

sobota, 5 lutego 2011

Potęga podświadomości według Murphy'ego



O tym, że trzeba mieć marzenia, pisałem już w poprzednim artykule. Co jednak zrobić, aby móc spełnić swoje marzenia, szczególnie jeśli niewiele jeszcze wiemy o prawach rządzących naszymi psychicznymi mocami a realizacja marzeń idzie nam bardzo opornie? Na początek warto zapoznać się z podstawami.


Do napisania tego postu skłoniła mnie lektura artykułu Pana Rafała Zielińskiego („Czy możemy wpłynąć na podświadomy umysł”), który dla Waszej wygody opublikowałem także na moim blogu.


Bardzo się cieszę, że Pan Rafał zacytował kilka fragmentów właśnie z książki Joseph’a Murphy’ego „Potęga podświadomości”. Bardzo lubię tą książkę i często do niej wracam. To absolutna klasyka gatunku i jedna z najstarszych pozycji tego typu dostępnych na polskim rynku wydawniczym.


Pan Murphy w przystępny i praktyczny sposób przybliża swoim czytelnikom złożone zależności pomiędzy umysłem logicznym a podświadomością, czyli „umysłem podświadomym”. Temu ostatniemu przypisano zresztą jeszcze wiele innych nazw i określeń, takich jak np. nadświadomość. Co więcej, autor tłumaczy także, jakie role w naszym życiu spełniają świadomość i podświadomość, jak się komunikują i na co mają wpływ. Dzięki prostym i czytelnym wywodom, popartym przykładami i objaśnieniami, czytelnik może zrozumieć jak powstają decyzje, które podejmujemy. Wartość tej podstawowej wiedzy jest nie do przecenienia, szczególnie dla osób, które dopiero zaczynają interesować się rozwojem osobistym i poszukują metod szybkiego ulepszenia lub całkowitej przemiany swojego życia.


Moim zdaniem, szczególna wartość tej książki wynika jednak głownie z faktu, że niesie ona ogromny ładunek optymizmu, który natychmiast udziela się czytelnikowi. Jeśli ktoś czuje się zagubiony, zapędzony w kozi róg, przytłoczony ciężarem odpowiedzialności, której nie potrafi udźwignąć, powinien jak najszybciej sięgnąć do tej lektury. Natychmiastowy skutek gwarantowany! Kiedy kamień spada z serca, chociaż na chwilę, wówczas łatwiej jest wykrzesać z siebie energię i motywację do działania i ruszyć naprzód z kompletnie odmienionym nastawieniem.


Murphy proponuje też swoim czytelnikom kilka prostych metod „naukowej modlitwy”, czyli zwracania się do Istoty Najwyższej w sposób, który ma naukowe a nie zwyczajowe uzasadnienie, przez co gwarantuje nam większą skuteczność przekazywania i spełniania naszych „próśb” i „życzeń”. Ująłem te określenia w cudzysłów, ponieważ nie są one formułowane w formie klasycznej prośby. Wręcz przeciwnie, wszystkie te metody (afirmacje, metoda dziękczynienia i inne) opierają się na jednej podstawowej zasadzie. Otóż, należy przyjąć z maksymalną wiarą a wręcz pewnością, że nasze życzenie już się spełniło i z całą mocą wyrażać takie właśnie twierdzenie (metoda afirmacji) lub dziękować Bogu za szczęście, którego dostąpiliśmy (to w metodzie dziękczynienia).


Od czasów, kiedy Joseph Murphy pisał swoją książkę, pojawiło się wiele udoskonaleń i modyfikacji przedstawionych przez niego technik. Pojawiły się też całkowicie nowe teorie i metody. Nie zmienia to jednak faktu, że jego książka wciąż stanowi doskonały punkt wyjścia do dalszych poszukiwań. Jest swoistym ABC duchowego poszukiwacza. Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że nawet w najnowszych technikach samorozwoju i budowania własnego sukcesu, we wszystkich najnowszych szkoleniach z tego zakresu, odnajdziecie wiele elementów, o których jest mowa w poczciwej starej książce „Potęga podświadomości”.


Co nieco o tych nowszych odkryciach i metodach, jak i o starszych technikach oddziaływania na naszą własną podświadomość napiszę jeszcze wielokrotnie, a tymczasem doradzam przeczytanie książki Joseph’a Murphy’ego.


Namaste
Greg Ka


PS. Jeśli spodobał Ci się ten artykuł i chcesz pobrać jego kod HTML to skorzystaj proszę z tego linku Link Potęga podświadomości 

piątek, 4 lutego 2011

Znajdźcie czas na marzenia!


Do czego potrzebne są nam marzenia? Bez marzeń nie przesuniemy się ani o krztynę w kierunku sukcesu. Wyraźne wyobrażenie celu automatycznie zbliża nas do jego osiągnięcia.

W młodości wiele czasu spędzałem marząc. W podstawówce, czytając książki Alfreda Szklarskiego (o przygodach dzielnego Tomka Wilmowskiego), czy też Karola Maya (o szlachetnym wodzu Apaczów Winnetou), marzyłem oczywiście o dalekich podróżach, przygodach i bohaterskich czynach. Później, jako młodzieniec, zacząłem pasjonować się literaturą science fiction (SF), czyli książkami Lema, Strugackich i wielu innych autorów, których nazwisk już nawet nie pamiętam.

W czasach komuny, kiedy w telewizji był jeden kanał (w tym drugim znaczeniu też), pokazujący jak towarzysze zwiedzają kolejne fabryki, kopalnie i stocznie, książki były jedną z niewielu dróg ucieczki od znienawidzonego bełkotu władzy. Zacząłem wtedy marzyć o kosmicznych podróżach, spotkaniu z obcymi cywilizacjami przewyższającymi ludzkość wiedzą i stopniem rozwoju.

Potem przyszła fascynacja Hoimar'em von Ditfurth'em, Steven'em Weinberg'iem i innymi autorami, którzy w swoich pracach przybliżali czytelnikom początki Wszechświata, ukazywali gigantyczne dzieło stworzenia, które dokonało się od tamtych niepamiętnych czasów do chwili powstania życia i cywilizacji na naszej cudnej Ziemi. Te lektury wzbudziły we mnie wielki szacunek i podziw dla "przemyślnej" złożoności tej gigantycznej struktury jaką jest Wszechświat. Zrozumiałem wówczas, przynajmniej ogólnie, jak wiele zjawisk, sił i oddziaływań, w pozornie odległym kosmosie, ma kluczowe znaczenie dla powstania i ochrony życia na Ziemi w takiej a nie innej formie. Nie zapragnąłem jednak zostać naukowcem, aby wyjaśnić niezliczone zagadki, których dostarcza nam kosmos (nooo, chociaż ... może troszkę o tym marzyłem). Najważniejszym pragnieniem, które wówczas się we mnie obudziło, była chęć zrozumienia istoty Siły Sprawczej, jaka wykreowała całe to niezmierzone bogactwo form, praw, wzajemnych oddziaływań i powiązań, zarówno na poziomie materii i energii, jak i form życia. Jeśli do tego weźmiemy pod uwagę całkiem prawdopodobną możliwość, że Ludzkość, z całą swoją wiedzą i technologią, znajduje się dopiero w początkowej fazie procesu poznawania i rozumienia tego, co dzieje się w mikro i makrokosmosie, to skala "przedsięwzięcia" Stwórcy staje się absolutnie niewyobrażalna!

Ale miało być o marzeniach.
Uważajcie, o czym marzycie, bo Wasze marzenia mogą się spełnić!

To żartobliwe powiedzenie, przytoczyłem po to, aby uzmysłowić Wam, że koncentrując się (w naszych myślach – marzeniach) na określonym celu lub zagadnieniu, dokonujemy wyborów i decydujemy o naszej przyszłości. Warto mieć świadomość tego faktu.

W moim życiu marzeń było naprawdę wiele i kiedy jedno z nich (dotyczące pewnej wyjątkowej dziewczyny) się spełniło, to moje dość beztroskie i solidnie nasycone marzeniami młodzieńcze istnienie zmieniło się diametralnie. Wiecie, o czym mówię? - małżeństwo, dzieci, praca, praca, praca, mieszkanie i praca, praca, praca ...
Marzenia, te największe i najpiękniejsze, gdzieś zniknęły na dobrych dwadzieścia lat! Zastąpiły je inne, mniejsze i bardziej praktyczne: nowy telewizor, pralka, odnowienie mieszkania, żeby dzieci skończyły szkoły itd. itp. Zniknęła gdzieś bogata wyobraźnia z lat dzieciństwa i młodości oraz ta "naiwna", młodzieńcza  wiara, że mogę przenosić góry. Wielu z Was zna to doskonale, prawda? Jeśli Wasze doświadczenia w tym względzie są podobne, bynajmniej nie jest to powód do zmartwień. W różnych okresach życia mamy do wypełnienia różne role i różne doświadczenia do zdobycia.

Na szczęście niedawno odkryłem, że te wszystkie wspaniałe "rzeczy" nie zniknęły tak całkiem i bez reszty. Siedziały sobie cichutko, uśpione w głębokich zakamarkach mojej podświadomości i czekały, czekały, czekały na moment, kiedy będą mogły się obudzić i pokierować moim życiem w dalszym poszukiwaniu i odkrywaniu mojej "osobistej/własnej legendy" (jak ładnie określa to Paulo Coelho).

Ale wracając do marzeń, głęboko wierzę, że w każdym wieku są one potrzebne, a nawet konieczne! Te z młodości, choć rzadziej się spełniają (jeśli dotyczą przyszłego dorosłego życia), budują naszą zdolność i umiejętność marzenia. Uważam, że także w tej dziedzinie, jak w każdej innej, wcześnie rozpoczęty trening daje większe szanse osiągnięcia mistrzostwa. Marzenia dzieciństwa i młodości, budują w nas zapasy wiary i optymizmu, które później pomagają przetrwać cięższe okresy życia. Zauważcie, że dzieciństwo i młodość to zwykle czas szybkich i dość istotnych zmian w naszym życiu. Zmieniamy szkoły, otoczenie, krąg znajomych i przyjaciół, ciągle uczymy się nowych rzeczy. Zmiany nas wtedy nie dziwią i nie szokują. Mamy wówczas naturalną zdolność ich łatwego akceptowania. Ewoluują też nasze upodobania, zamiłowania, zainteresowania i pasje, a wraz z nimi odpowiednio dojrzewają nasze marzenia. Nawet nie zauważamy, jak wiele tych pragnień i marzeń "po drodze" się spełnia. Nie zauważamy, bo jest to dla nas stan naturalny!
Zazwyczaj mamy wtedy przy sobie rodziców, którzy kochają nas bezwarunkowo (no, może tatusiowie tego tak bardzo nie ujawniają) i są naszym "kochającym lustrem" (ang. loving mirror), czyli kimś, kto umacnia nasze poczucie własnej wartości i naszą wiarę we własne siły. Z takim wsparciem nietrudno pokonywać kolejne przeszkody i realizować swoje marzenia. Mnie także wiele rzeczy się w życiu udało, bo rodzice naładowali moje akumulatory dużym zapasem miłości.

A Wy macie swoje "loving mirrors"? Jeśli nie, to koniecznie zacznijcie szukać! Może to być wierny przyjaciel, który Was ceni, szanuje, a może i kocha, który jest w stanie powiedzieć o Was wiele dobrego i zupełnie nic (lub prawie nic) krytycznego. Takie lustro mieli/mają podobno wszyscy, którzy osiągnęli/osiągają największe sukcesy i których dokonania budzą powszechny podziw i szacunek. Jeśli nie macie nikogo takiego, to Waszym pierwszym krokiem powinno być rozpoczęcie poszukiwań.

A po co marzyć? Marzenie to wizja - wizja celu! Aby coś osiągnąć, trzeba widzieć właśnie ten cel. Nie jest przy tym istotne, aby widzieć od razu także drogę prowadzącą do tego celu. Co więcej, to może nawet przeszkadzać, utrudniać lub wręcz uniemożliwiać spełnienie marzenia. Widząc drogę, widzimy także przypuszczalne przeszkody i trudności! Zaś skupiając się na celu, jakby mniej dostrzegamy potencjalne bariery i utrudnienia, a to z kolei pozwala nam zachować nienadwątlony zapał i chęci do działania.

Znajdźcie więc codziennie trochę czasu na marzenia. Może wieczorkiem, gdy domownicy już zasną, poświęcicie chwilkę aby wyobrazić sobie, jak to będzie, kiedy już zbudujecie Wasz upragniony dom, napiszecie poczytną książkę, lub wyjedziecie z ukochaną osobą na upragnione wakacje. Poczujcie radość spełnienia, satysfakcję, uznanie i wszystko inne, co może się wiązać z osiągnięciem Waszego celu. Postarajcie się też odczuć wdzięczność za otrzymane szczęście.

Odnosząc się krótko do artykułu Pani Barbary Łukowiak ("Czy wiesz co mają wspólnego ze sobą: Adam Małysz, Brian Tracy i Albert Einstein?"), uważam, że to właśnie marzenie, czyli posiadanie wizji celu, jest jednym z niezbędnych warunków, które trzeba spełnić, aby osiągnąć sukces. Wielu ludzi kocha swoją pracę, ale nie mają wizji celu, do którego ta praca ma ich doprowadzić. Pracując, zapewniają sobie pewien poziom satysfakcji czy nawet radości. Nie mogą jednak osiągnąć sukcesu, jeśli nie ustalili jego miary, czyli nie zdecydowali, co dla nich będzie owym sukcesem! O tym, co jeszcze jest potrzebne, napiszę niebawem więcej.

Na razie zachęcam wszystkich: 
Znajdźcie w Waszym życiu odrobinę czasu na marzenia!
Uśmiechajcie się do nich jak do dobrych przyjaciół!

Namaste
Greg Ka


PS. Jeśli spodobał Ci się ten artykuł i chcesz pobrać jego kod HTML, to skorzystaj proszę z tego linku Link Znajdźcie czas na marzenia 

czwartek, 3 lutego 2011

Witam na moim blogu:)

         Zamierzam poświęcić ten blog szeroko rozumianej tematyce poszukiwań duchowych. Chcę skłonić Was do zastanowienia się wspólnie nad wieloma ważnymi kwestiami, które wiążą się z duchową sferą naszego życia i naszej ludzkiej natury.
         Ale nie tylko! Ten blog ma mieć także wymiar bardzo praktyczny - praktyczny dla Was. Znajdziecie tu informacje o tym jak świadomość pewnych praw i uporządkowanie naszej sfery duchowej wpływa na nasze poczucie szczęścia, pomaga osiągać sukces i zadowolenie z życia.
         Jestem pewien, że wszystko zrozumiecie, bo nie będę używał żargonu specjalistów. Sam jestem praktykiem - poszukiwaczem takim jak Wy, który przez dobrych klika lat sporo się dowiedział i wiele wypróbował na sobie.
          Będę się z Wami dzielił informacjami, które mnie zainteresowały, zainspirowały i skłoniły do przemyśleń. Co najważniejsze, opowiem o wynikach moich dotychczasowych poszukiwań, starań i prób. To pomoże Wam oszczędzić sporo czasu i szybciej zaspokoić pragnienie szczęścia. Szczęście jest bowiem naturalnym, niepodważalnym prawem każdego człowieka!
         Mam nadzieję, że moje wciąż jeszcze skromne doświadczenia szybko wzbogacą się dzięki Waszym komentarzom, podpowiedziom i wnioskom.
         Postaram się zaprezentować Wam różne ciekawe punkty widzenia - nie tylko moje ale także możliwie wielu innych duchowych poszukiwaczy. Poszukamy wspólnie ścieżek prowadzących do równowagi duchowej, satysfakcji, dobrobytu a nawet bogactwa, szczęścia w miłości i w interesach ...
         Ci, dla których życie to nie tylko pieniądze i materialne oznaki sukcesu, ale także rodzaj misji polegającej na osiąganiu i dawaniu szczęścia, z pewnością znajdą tutaj coś co ich zaciekawi i zainspiruje. A pieniądze ... przyjdą same.
 
Powodzenia!
 
Greg Ka



PS. Zaglądajcie proszę na mój blog. Nie zapomnijcie zapisać link w ulubionych zakładkach - przyda się na przyszłość! Tutaj zawsze znajdziecie nowe inspirujące informacje, uspokoicie wasze skołatane nerwy, uzyskacie przydatną radę i odbudujecie Wasz optymizm.

PPS. Jeśli poczujecie potrzebę rozszerzenia wiedzy, wyjaśnienia jakiegoś pojęcia lub przeczytania książki, użyjcie wyszukiwarki "Szukaj książki lub informacji"!