Popularne posty

sobota, 8 czerwca 2013

Perełki intuicji i perły zrozumienia … zamiast złota …

Niedawno jeden z czytelników mojego blogu zadał mi (niestety anonimowo) bardzo ważne pytanie, które to cytuję poniżej:

„Greg, mam pytanko.
Potrafisz spełniać swoje marzenia za pomocą medytacji. Myślę, że skoro napisałeś ten tekst, to musisz być w tym bardzo dobry :) Pomimo, że nie jestem sceptykiem, który odrzuca wszystko jak leci, zastanawia mnie coś ...
Dlaczego udostępniasz takie informacje?
Jeżeli to naprawdę działa, to masz niezliczone możliwości, posiadając taką wprawę w medytacji. Możesz za jakiś czas dostać spadek, wygrać w lotka, dostać pracę, w której zarobisz na własny, bardzo dochodowy biznes, mieć rodzinę, z którą będziesz co roku wygrzewał się na Bora Bora, przyjaciół ... no i wszystko czego zapragniesz i myślę, że wtedy nawet nie zajmowałbyś się prowadzeniem bloga, czy stronki, ponieważ miałbyś xxxx innych lepszych rzeczy do roboty.”

„Auuuć!” Pomyśli niejeden/niejedna z Was. „Ale gościa trafił! Prosto ‘w serce’”.
Faktycznie, o co tu chodzi?”

Pytanie zostało zamieszczone pod postem o „Medytacji Słońca-Księżyca”, ale to prawie bez znaczenia, bo mogło - równie dobrze - znaleźć się pod kilkoma innymi moimi tekstami, chociaż … czy aby na pewno? Ten tekst powstał przecież w pewnym okresie mojego życia i na pewnym etapie moich poszukiwań …

Pytanie jest znakomite!

Mimo, że ostatnio mam mało czasu na pisanie – dzielenie się z Wami moimi małymi odkryciami i przemyśleniami (przy czym mniejsza teraz o przyczyny takiego stanu rzeczy) – właśnie to pytanie zmusiło mnie by znaleźć wreszcie czas i zasiąść do pisania.

Taaak … wiem co chcę napisać oraz ile odpowiedzi i wyjaśnień powinienem zamieścić w tym tekście. Jedyne o co się martwię, to „czy uda mi się poukładać te dziesiątki odpowiedzi (bo to pytanie wymaga dziesiątek odpowiedzi) i informacji we właściwym porządku i w sposób czytelny - zrozumiały dla jak największej ilości osób, które zechcą przeczytać ten tekst?”, który z pewnością nie będzie krótki, no i będzie dość osobisty.

Pod palcami stukającymi w klawiaturę komputera, a przede wszystkim w moim skupionym umyśle „zewnętrznym”, kotłuje się przynajmniej z dziesięć możliwych pierwszych zdań, ale może zacznę tak:

Owszem, potrafię spełniać swoje marzenia za pomocą medytacji.
Potrafię je też spełniać za pomocą moich emocji.
No i potrafię je spełniać za pomocą moich myśli.

Nic w tym trudnego!
Potrafię je spełniać za pomocą każdej znaczącej (i nieznaczącej) aktywności emocjonalnej i umysłowej.

Co więcej, potrafię spełniać nie tylko swoje marzenia, ale i swoje obawy.
Potrafię przenieść do swojego życia każdą myśl i emocję, której poświęcę więcej uwagi, niż potrzeba, by ją „sklasyfikować” i potwierdzić lub definitywnie odrzucić, jako zgodną z tym kim jestem i kim chcę być, lub też jako całkowicie przeciwstawną do mojej wizji i koncepcji Grega Ka „tu i teraz”.

Przyznaję, że kiedy zaczynałem pisać mojego bloga (czy też „mój blog” – kto wie jak właściwie powinno się to odmieniać?), podobnie jak wielu zagubionych i niepewnych Braci-Sióstr, szukałem złota „głupców” – bałem się!

Na szczęście strach mnie nie sparaliżował, lecz zmusił do zajrzenia w głąb siebie – poznania tego kim i po co jestem.

Przyznaję, chciałem szybko zarobić, bo życie dało mi kopa i dobrze znany grunt osunął się spod moich stóp. Jakiś … przekonał mnie (prawie), że na blogu (w Polsce) można zarobić! I sprzedał mi ten pomysł za moje ostatnie pieniądze – co za „hiena”! J Ta „hiena” spełniła jednak swoje zadanie – gość, po wielu latach przerwy, pchnął mnie znowu w kierunku pisania, o którym zawsze marzyłem – mniej lub bardziej świadomie.

Jednocześnie, od zawsze – od kiedy pamiętam – wiedziałem (czułem w głębi swojego jestestwa), że śmierć jest jakaś niesprawiedliwa, a wyjaśnienia o „grzechu pierworodnym” zupełnie do mnie nie trafiały – nawet gdy miałem kilka lat – 6, no może 7.

Tkwiła też we mnie tęsknota do odkrywania, pisania i tworzenia – czułem, że mi się uda ... kiedyś, w końcu … uda mi się znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytania, a może nawet podzielić się tymi odpowiedziami ze wszystkimi ludźmi, wszystkimi których kochałem – a miałem zawsze poczucie, które uświadomiłem sobie mając może lat 14, że kocham wszystkich ludzi – bez wyjątku.

Wracając do domu w zimowe wieczory zaglądałem dyskretnie w okna mieszkań, w których widziałem krzątające się przy kuchni matki, i myślałem o tym jakie to wspaniałe i niezwykłe, że jest nas tyle miliardów, a każdy o kogoś się troszczy i kogoś darzy miłością – w najgorszym razie siebie samego.
Czułem, że mogę poznać ich życie – tych wszystkich osób – i mogę poczuć ich uczucia ich sercem, i … zrozumieć ich świat ich umysłem, przez pryzmat ich doświadczeń, które nie zawsze były i są różowe – to wiedziałem już wtedy.

Wierzyłem, zawsze i szczerze, że w głębi duszy każdy człowiek jest dobry i, że w każdym z nas jest coś wzniosłego i wielkiego, coś co czyni nas, w jakiś tajemniczy sposób, wspólnotą o wielkim lecz niepojętym znaczeniu.

To znaczenie odkryłem całkiem niedawno – po wielu, wielu latach.

Całkiem możliwe, że ten właśnie artykuł (post) stanie się pierwszą częścią całej serii artykułów, które opowiedzą Wam, choć może nieudolnie, o moim pojmowaniu świata i Boga – o moim poszukiwaniu i zrozumieniu, i o wielu innych rzeczach, sprawach, problemach i zagadnieniach, które trapią co bardziej dociekliwych.

Bardzo ciekawi mnie, dlaczego uważasz, mój Anonimowy, że gdybym mógł w nieskończoność wygrzewać się na Bora-Bora, to nie powinienem i nie miałbym powodów, by dzielić się z innymi Braćmi-Siostrami (tak naprawdę nie mamy płci) patentem na szczęście?

Psim obowiązkiem każdego z nas jest dzielić się wiedzą – nie pieniędzmi, a właśnie wiedzą i zrozumieniem!

Czy sądzisz, że czułbyś się szczęśliwy leżąc do końca życia na plaży, popijając sobie pod palmą drinki z parasolką? Wybacz, ale jesteś naiwny jak dziecko, lub po prostu nigdy głębiej nie zastanowiłeś się nad celem naszego pobytu na tej pięknej Planecie, mieniącej się niezliczonymi barwami życia.

Mój Drogi Bracie-Siostro
Stwórca „zaszył” w naszej naturze potrzebę poszukiwania, zdobywania, odkrywania, badania i … wiary … i miłości!

Bo wiara tworzy!
Bo miłość buduje!
Bo nadzieja napędza!

Tworzy zawsze! - dosłownie, całkowicie i … wszystko, o czym intensywnie myślimy, nad czym skupimy się dłużej niż momencik!

Zrobiłem kiedyś głupstwo (nie, nie żaden przekręt - głupstwo) i potem długo (ze dwa tygodnie lub miesiąc) bałem się, że stracę pracę. Przygotowałem się na wypadek gdyby mnie chcieli zamieść pod dywan i czekałem w napięciu.
Potem wszystko się uspokoiło. Wyglądało, że jest już bezpiecznie – nikt nie zakapował o mojej głupocie.  Minęło dobrych kilka miesięcy i – ni stąd ni zowąd – kiedy już nawet zdążyłem zmienić pracę, inny pracodawca, który nie mógł się dowidzieć, że byłem przez moment durniem, wylał mnie z roboty pod zupełnie bzdurnym pozorem, nie wiedząc, że – w gruncie rzeczy – spełnia moje „marzenia” i pomaga mi spełnić podświadome tęsknoty.

Tak naprawdę, to od dawna chciałem odejść, tyle, że nie było mnie stać na taki ruch – zarabiałem z 5 - 7 średnich krajowych (i marzyłem by zarabiać z 10 - 12 takich średnich). No i po latach stresu, miesiącach wyrzeczeń, biedy, krwawicy, wojen, testowania mojej dobrej woli, sprawdzania przyjaciół, poznawania tych fałszywych i odnajdywania tych prawdziwych, bicia głową w mur … naruszyłem betonową ścianę.
Cel się ujawnił, a moje fascynacje i tęsknoty przestały wydawać się mrzonkami bez pokrycia.

No, powiedzmy, że cel prawie się ujawnił – tzn. zrozumiałem co powinno pozostać moim celem, do czasu kiedy nie ujawni mi się kolejny.

Musiałem na kilka dni przerwać pisanie tego tekstu i w międzyczasie coś mnie tchnęło by sięgnąć, po jedną z moich ulubionych książek, tj. „Śpiew Ptaka” Anthony’ego de Mello. Dla tych, którzy nigdy nie słyszeli o tej książce, wyjaśnię, że jest to absolutnie niezwykły spis bajek i przypowieści. Tak, tak – bajek!
Jeśli ktoś chce się dowiedzieć dlaczego mówię o tym zbiorku „niezwykły”, to musi niestety sam po niego sięgnąć, chyba, że przekona go bajka, którą zacytuję. Jest to bajka, która otwiera cały zbiór, i to ją właśnie przeczytałem ponownie jako pierwszą, po dłuższym okresie czasu. Była mi potrzebna. Właśnie ona.

Będę cytował z pamięci więc proszę o wyrozumiałość, jeśli nie będzie to cytat wierny co do słowa.

Bajka ma tytuł „Jedz sam owoce” i brzmi mniej więcej tak:

„Pewnego razu skarżył się uczeń Mistrzowi:
Opowiadasz nam różne historie, ale nigdy nie odkrywasz ich znaczenia.

A Mistrz na to:
Czy chciałbyś aby ktoś ofiarował Ci owoc i pogryzł go przedtem?”

Po tej krótkiej powiastce następuje komentarz.
„Nikt nie może odkryć za Ciebie Twojego znaczenia. Nawet Mistrz.”

Mnie przyszedł do głowy nieco inny komentarz – idący nieco dalej, a mianowicie:
Nikt nie może odkryć za Ciebie Twojego znaczenia. Nawet Bóg.

Tak właśnie jest. Bóg–Stwórca, Bóg-Życie, zna oczywiście wszystkie możliwe scenariusze tej „gry edukacyjnej”, na starcie której postawił nas kilka miliardów lat temu.

Zna je, bo już dawno, na samym początku, rozegrał je wszystkie w swoim Nieograniczonym Umyśle.

Zna je, ale woli być zaskoczony wyborami jakich dokonujemy. Dał nam bowiem wolną wolę, byśmy mogli odkrywać … uczyć się korzystania ze swojej Boskości.
Nie planuje więc za nas naszych losów i nie wytycza nam celów. Nie karze nas i nie nagradza. Sami musimy kształtować nasze losy i sami dokonujemy wyborów, tyle, że w większości czynimy to niestety nieświadomie.

Właściwie to powinienem jeszcze wspomnieć dlaczego zacytowałem Wam powyższą bajkę. Otóż, zatrzymała mnie ona „wpół słowa” … - o mało nie stałem się zbyt dosłowny, zamiast opowiadać historie. Oczywiście nie czuję się (jeszcze) Mistrzem i może nigdy się nim nie poczuję, ale to drugie jest mało prawdopodobne. Dlaczego? Ponieważ wszyscy, każdy w swoim tempie i swoimi ścieżkami, zdążamy do Mistrzostwa. Takie jest nasze przeznaczenie i główny cel (na początek). No i dlatego, że już postanowiłem, że chcę się Nim stać. Że jest to dla mnie ważniejsze od złota tu i teraz.

Umysł Boga jest Nieskończony i każdy, nawet Mistrz, jeśli szuka dla siebie inspirującego celu, znajdzie go i będzie się dalej rozwijał.
Zachodzi tu pełna analogia do nauki i naukowców. Kiedy wydaje im się, że już, już z przedpokoju, w którym się znajdują, wchodzą do komnat wiedzy „najwyższej”, to okazuje się, że te komnaty to tylko skromne korytarze prowadzące do kolejnych, jeszcze wspanialszych odkryć, okupionych jeszcze większym wysiłkiem, a zatem wymagających większej pasji i większej ciekawości świata i … śmielszych marzeń.

Bycie dosłownym nie jest dobre – nie zdaje egzaminu. Nie zmusza do myślenia, do odkrywania.

Piszę dosłownie: Jesteś Bogiem!
I co? Czy ktoś to zaakceptował? Pojął? Przyjął do serca tę Prawdę Prawd?

Taka już nasza pokrętna ludzka natura, że najprostsze prawdy, podane wprost pozostają niewidoczne dla naszego umysłu zewnętrznego, dopóki nie wzniesie on się na odpowiedni poziom „wibracji” – inaczej mówiąc, musimy dojrzeć by dojrzeć … klucz, który leży nawet nie pod wycieraczką, lecz tkwi na widoku, wetknięty w zamek od naszej strony bramy.

A po co zamieszczam taką np. „Medytację Słońca-Księżyca”? Bo kiedyś się nią zainteresowałem.
Podobnie zresztą napisałem o mantrach …
Marzenia, mantry, medytacja, … przeniosły mnie o krok dalej. Nie uważam ich za jedynie słuszne i najlepsze metody. Co więcej uważam, że mój największy problem został rozwiązany dzięki metodom podanym przez Abrahama, w książce „Proście a będzie Wam dane”. Nie zmienia to jednak faktu, że „Medytacja S-K” może się komuś przydać, na jakimś konkretnym etapie jego życia. Świadczy o tym chociażby fala popularności jaką cieszy się ostatnio ta technika, a ściślej, tekst, który ją przybliża czytelnikom-poszukiwaczom szczęścia. I bardzo dobrze, bo nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku.

Oczywiście myślałem o tym żeby zacząć pisać od nowa, np. ten artykuł, a nawet cały blog. To jednak nic by nie dało, bo niektóre teksty żyją własnym życiem, które zaczęły w momencie publikacji. Niektóre zostały już nawet przywłaszczone przez zdesperowanych poszukiwaczy łatwego zarobku, co akurat jest dla mnie raczej powodem do zadowolenia niż zmartwienia, choć oczywiście nie popieram piractwa. Niech więc wcześniejsze teksty pozostaną gdzie są – niech pokazują ścieżkę – niech opowiadają historię.
Kto ma się doczytać, ten się doczyta.

Zawsze znajdujemy to czego szukamy – informacja, której potrzebujemy, trafia do nas w taki czy inny sposób. Ważne by szukać, by zrobić pierwszy krok … a potem kolejne.

Dlatego, mój drogi „Anonimowy” Przyjacielu, pójdę dalej moją ścieżką.
Po drodze już dostałem spadek, który mnie uratował, choć wierz mi, że wolałbym go nie dostać, poznałem moich prawdziwych przyjaciół, którzy bez proszenia wyciągnęli pomocną dłoń, kiedy byłem pod wodą, dostałem pracę lepszą niż własny biznes, rodzinę miałem już wcześniej ale poznałem ją lepiej, a na Bora-Bora przyjdzie czas.
Wolę też raczej sam wytworzyć swój dostatek, niż wygrać go od innych „biedaków” w tarapatach, choć wygranie w lotka to też w zasadzie wynik naszej pracy, chociaż bywa, że wykonanej nieświadomie. Niewiele więc różni się od wypracowania bogactwa w pocie czoła lub w  wyniku dobrego pomysłu i odrobiny szczęścia.

Dodatkowo: poczułem przepływ boskiej energii; chciałem by „moje dłonie” uzdrawiały i … uzdrawiają; chciałem się unieść w powietrzu i … mniejsza o to.
Mniejsza, bo mam inne, ważniejsze cele.

Kilkanaście miesięcy systematycznego wysiłku, przyniosło mi rezultaty warte więcej niż cale złoto świata. Co zatem mogę uzyskać kontynuując swoje starania?

Wierzę jednak, że niektórym mogę pomóc, więc będę to robił.
O szczegółach, czyli o tym jak to działa, to już w innym tekście.

Jeśli nie jesteś totalnym „sceptykiem”, o czym mnie zapewniałeś na wstępie, to może skłoniłem Cię do zastanowienia.


Namaste
Greg Ka

sobota, 20 kwietnia 2013

Bóg się nie wtrąca.



Do czego się nie wtrąca?
Ano ... do niczego się nie wtrąca!

A to Ci dopiero szokująca wiadomość dla tych, tak wielu z nas, którzy woleli dotychczas traktować swoje problemy jako "dopust Boży". Większość ludzi wierzy, że to "jakiś" niewidzialny Bóg planuje ich życie, doświadcza ich lub nagradza.

Nic bardziej mylnego.

Po co miałby się wtrącać, skoro od razu "na starcie" dał nam wszystko czego możemy potrzebować, by cieszyć się życiem i osiągnąć "wszytko co przyjdzie nam do głowy", czy też raczej "wszystko, czego dusza zapragnie"?

Co ciekawe, większość myśli, że Bóg myśli (czyli "rozumuje") w podobny sposób jak czyni to nasz "umysł zewnętrzny".

Bóg pojmuje, a nie rozumuje.

Po co miałby rozumować, skoro zna każde pytanie i każdą odpowiedź?

Co Bóg pojmuje?

Miłość i Życie pojmuje. Bóg jest Życiem i Miłością.

Wszytko inne, nawet śmierć, której tak się boimy, mieści się w świecie materialnym tworzonym, kształtowanym, przekształcanym, przez rozum - umysł zewnętrzny - no i przez emocje (oby nie strach lub nienawiść!).
Wszystko inne mieści się w programie studiów, po to by po setkach wieków przestać rozumieć, a zacząć pojmować - jak Bóg - nasz Rodzic.
Pojmować, że tylko nasz strach, nasza ograniczona myśl, nasze niskie emocje, nasz brak wiary w aż taką szczodrość Stwórcy, powstrzymują nas od bycia Nieograniczonymi.

"Hm, w takim razie po co nam ten rozum czyli umysł zewnętrzny?" - zapyta ten czy ów spośród Was.

Ano, Świat został utworzony z myśli ..., poprzez  świadome działanie - świadome kierowanie myślami - panowanie nad nimi, i tylko przy pomocy myśli (kontrolowanej myśli, ukierunkowanej myśli, świadomej myśli) może być przekształcany w kierunku "lepszości".

Po co ma być przekształcany?

Byśmy mogli poczuć potęgę, którą Bóg nas obdarzył i byśmy mogli cieszyć się nią, i byśmy mogli uwierzyć, że kiedy przyjdzie nam tworzyć rzeczy większe niż zamki z piasku (w tej skądinąd cudownej piaskownicy Pana Boga), będziemy dysponowali pojmowaniem, które ośmieli nasze zamysły i oświetli nasze drogi.

Niech tak będzie.

Namaste

wtorek, 10 stycznia 2012

„Tajemny” Klucz do Otwartej Bramy


Cudowna Istoto,



Dzisiaj, zamierzam ofiarować Ci coś szczególnego!

Wyobraź sobie, że znasz Wielką Tajemnicę, która pozwala Ci zrealizować każde Twoje pragnienie, osiągnąć wszystko, co dotąd było nieosiągalne, a nawet dokonać czynów lub odkryć, których nikt przed Tobą nie dokonał!

Wyobraź sobie, że masz klucz, który otwiera bramy niewyczerpanego skarbca, w którym w nieograniczonych ilościach, dostępne są – na każde Twoje życzenie – niewyobrażalne zasoby szczęścia, zdrowia, miłości, przyjaźni, niebywałej harmonii i wielkiego dostatku!

Co więcej, możesz tam także znaleźć nieograniczoną ilość nowych, wspaniałych idei i pomysłów, które pomogą Ci zaspokoić Twoją potrzebę satysfakcji z własnych dokonań i zostać docenionym przez lokalną, a nawet światową społeczność!

Wskażę Ci dzisiaj, gdzie znajdziesz „tajemny” Klucz do tych wszystkich wspaniałości.

Jeśli pojmiesz doniosłość tej Najważniejszej Prawdy w dziejach Ludzkości, będziesz tak zszokowany/a i zachwycony/a, że nie będziesz mógł/mogła myśleć o niczym innym. Twoje szczęście rozbłyśnie cudownymi barwami, by nigdy już nie zgasnąć!

Otóż, ów „tajemny” Klucz do wszystkich wspaniałości, nie został wcale ukryty w ciemnej grocie, gdzieś na krańcu świata. Nie został też zakopany w złotej skrzyni, gdzieś pośrodku niezmierzonej pustyni, ani nawet zaszyfrowany w Biblii lub innych mądrych, starożytnych księgach.  Ten Klucz, stale nosisz przy sobie (a raczej „w sobie”) i nawet tego nie zauważasz.

Zakładając, że głównym wyznacznikiem naszego człowieczeństwa nie jest nasze ciało, można nawet powiedzieć, że każdy z nas jest owym Kluczem (osobiście i sam dla siebie).

Dość powszechnie dostępne są także wskazówki i podpowiedzi, jak odkryć w sobie ten Klucz, chociaż nie jest to wiedza, której naucza się w szkołach lub na katechezie. Nie mówią też o niej w telewizji (przynajmniej na tych ponad stu kanałach, które są mi dostępne).

Ktoś kiedyś powiedział: „Jeśli chcesz coś dobrze ukryć, to połóż to na widoku – tam gdzie wszyscy mogą to zobaczyć”. Jest w tym powiedzeniu zawarta bardzo prawdziwa i smutna obserwacja, dotycząca naszych ludzkich zachowań.

Nie twierdzę, że Ci, którzy pozostawili dla nas swoje podpowiedzi w Biblii, w Świętych Księgach Starożytnego Wschodu, … oraz w kilku (a może nawet kilkuset) bardziej współczesnych książkach lub przekazach ustnych, umieścili je na widoku, by tak naprawdę je przed nami ukryć.

Muszę jednak przyznać, że przed nastaniem epoki Internetu, dostęp do większości tych dzieł i przekazów był znacznie, znacznie trudniejszy niż obecnie. Dziwnym „trafem” najbardziej znaczące dzieła były udostępniane i rozpowszechniane w bardzo ograniczonym stopniu, lub też zostały zniszczone.

Dzięki nowym mediom, Ci, którzy szukają …, mogą – znacznie łatwiej niż kiedyś – znaleźć to, co pozostało z tych pradawnych mądrości. Nawet współczesna nauka, poczyniła już pierwsze ciekawe (a nawet szokujące i przełomowe) obserwacje w tej materii i zaczęła opisywać pewne zjawiska w bardziej współczesnym, i przemawiającym do niedowiarków, języku naukowym. Dowody naukowe i takież rozważania zostawmy jednak na później. Podzielę się nimi w dalszej części artykułu.

Tymczasem wróćmy do głównego wątku.

Niewiele jest dzieł, w których ta Najważniejsza Prawda podana jest wprost i przy użyciu współczesnego, zrozumiałego sposobu wysławiania się. Postaram się więc wyrazić Ją na swój sposób – tak jak ja Ją rozumiem.

Najkrócej, można Ją ująć tak:

JESTEŚ BOGIEM!

TAK! Ty Sam/a, Osobiście jesteś Bogiem!

Nie jest Nim Twoje ciało czy umysł. Jest Nim nieśmiertelna, cudowna, obdarzona wolną wolą, Boska Istota, która to ciało i umysł „zamieszkuje” i użytkuje dla swoich celów – Twoja Dusza. Stanowicie doskonałą Całość. Ta Całość jest jedną z niepoliczalnych i nieskończenie różnorodnych manifestacji Boga. Nie tego Boga, którego widzisz na świętych obrazach i freskach, jako dostojnego, starszego człowieka z brodą. Nie Bogów „stworzonych” (proklamowanych) przez ludzi na przestrzeni dziejów, … a Boga Najwyższego - Uniwersalnego Umysłu, Źródła Wszelkiego Życia, Boga, który jest Wspólnością Wszystkiego, co Istnieje.

Każda istota, każda energia i każda materia – czyli wszystko co Istnieje – jest Obecnością Boga.

Szczególną uwagę zwrócimy jednak dzisiaj na Rodzaj Ludzki.

Przyjmij do wiadomości, że Budda, Jezus, Rama (i liczni inni Wzniesieni Mistrzowie) są, tak samo jak Ty, manifestacją Uniwersalnego Umysłu – Źródła Wszelkiej Prawdy, Mądrości, Energii, Życia i wszystkiego innego, co Istnieje. Wymienieni Bogowie, są po prostu Mistrzowskimi Obecnościami – zindywidualizowanym Bogiem na wyższym szczeblu rozwoju, niż ten, który osiągnęliśmy Ty i ja. Są lepszą wersją nas samych.
Jesteś przejawem Boga, który jest Uniwersalnym Umysłem, w którym zawierają się wszelkie byty, cała materia i wszystkie inne formy energii, a także Miłość, która również jest Istotą Żyjącą.

Każdy z nas (łącznie z Wielkimi Mistrzami) jest – można powiedzieć – niezależnym i samo-stanowiącym procesem istnienia, uruchomionym w Uniwersalnym Umyśle Boga. W ten sposób każdy z nas jest niezawisły, a jednocześnie stanowimy nierozerwalną całość.

Dla tych, którzy choć trochę znają się na informatyce, użyję tu porównania do wielu różnych programów uruchomionych jednocześnie, na jednym superkomputerze i pod jednym systemem operacyjnym. Tyle, że w tym wypadku, każdy program dysponuje nieskończonymi rezerwami mocy, jakie ma i udostępnia główny komputer – Umysł Uniwersalny. Najistotniejsza różnica, polega tutaj na tym, że Umysł Uniwersalny ma moc sprawczą, tj. kreuje dla każdego ze swoich procesów wszystko, czego ten proces zechce chcieć.

Jako Człowiek, jesteś więc Bogiem w Działaniu!

Jesteś Bogiem! – Jedynym Stwórcą i Panem Twojego Świata, tzn. świata, który dla siebie wykreowałeś/aś, poprzez całokształt myśli, pragnień, słów i czynów, ale przede wszystkim uczuć i emocji (!!!), które wyemitowałeś/aś, wyrażając tym samym życzenie, by taki – a nie inny – był Twój Świat i Twoje Życie.

Jako ciało i umysł nosisz w sobie Boską Obecność – swoją „własną” cząstkę Boga Najwyższego, która daje Ci energię życiową i dostęp do pełni Bożej Mocy Sprawczej. Z każdym oddechem otrzymujesz Czystą Boską Esencję Życiową, którą następnie przetwarzasz przy użyciu swoich myślo-emocji i emitujesz … a to, co wyemitowałeś wraca do Ciebie w postaci Twojego życia.

Inaczej mówiąc, jesteś kliszą filmową, na której sam/a „malujesz” obrazy Twojego przyszłego życia. Bóg oświetla tę kliszę czystym, mocnym i pięknym, białym światłem. Twój film wyświetla się zaś na ekranie materii, jako zdarzenia, otoczenie, przeżycia emocjonalne, związki, itd. Twoje życie jest zatem dokładną projekcją (odwzorowaniem) tego kim/czym jesteś, na ekran materii!

Zastanów się nad znaczeniem tego faktu!

Nawet, jeśli Cię nie przekonałem, pomyśl przez chwilę, … rozważ to, jak cudownie byłoby mieć takie właśnie poczucie. Zastanów się, co by z tego dla Ciebie wynikało.

Jeśli coś w Twojej Duszy i umyśle drgnęło, to znaczy, że najprawdopodobniej jesteś już gotów na zaakceptowanie tej prawdy, że:
·         kiedy idziesz … lub coś robisz (cokolwiek by to nie było), to Boska Mądrość i Energia prowadzą Cię i idą … lub robią to coś razem z Tobą;
·         nie ma innej Energii, Materii, Mądrości i Życia, niż te pochodzące od Uniwersalnego Umysłu – od Boga Najwyższego;
·         Ty, Człowiek-Bóg, i tylko Ty, decydujesz jak użyjesz Boskiej Mocy, którą kochający Cię bezgranicznie Bóg Najwyższy oddał Ci do nieograniczonej dyspozycji;
·         wszystkie Twoje choroby, niedostatki i niepowodzenia, są dziełem Twojej zewnętrznej istoty – wynikiem jej błędnych przekonań i decyzji; to Twoja zewnętrzna istota zapomniała, że nosi w sobie Boski Pierwiastek i źle użyła danej Ci mocy; spowodowała, że strumień Twoich myśli rozlał się na wszystkie strony, tracąc impet i tworząc grząskie bajoro, w którym utknąłeś;
·         myślenie i odczuwanie emocji (zazwyczaj mocno „zabarwionych”, by nie powiedzieć „zapaskudzonych”, przeróżnymi przekonaniami i wierzeniami trafiającymi do Ciebie ze świata zewnętrznego) jest procesem twórczym – PROCESEM KREACJI TWOJEGO ŚWIATA;

Jeśli głęboko pojmiesz doniosłość tej Najważniejszej Prawdy, nie będziesz już w stanie myśleć o nieistotnych głupstwach. Twoje myśli będą ciągle powracać do istoty Cudu, który właśnie zrozumiałeś. Na powrót staną się one niepohamowanym, rwącym strumieniem, który bez trudu utoruje sobie drogę i utrzyma wybrany przez Ciebie kierunek, nawet w najbardziej nieprzychylnym, trudnym terenie.
Jeśli zmienisz 100 tysięcy Twoich chaotycznych, rozbieganych myśli dziennie, i stworzysz z nich niepohamowany, rwący strumień dobrej energii płynącej w jednym kierunku, to zmienisz wszystko! Całe Twoje życie, stanie się Mistrzowskim Dziełem Boga (i Twoim Dziełem – takim, jakiego pragniesz w głębi Duszy). Jeśli znakomitą większość tych myśli ukierunkujesz na rozważanie Najwyższej Prawdy i na to, czego chcesz dla siebie i innych ludzi, nic i nikt nie będzie w stanie przeszkodzić Ci w realizacji Twoich wielkich marzeń.

Powinieneś wiedzieć, że Bóg nie wpływa na Twoje decyzje i Twój świat, dopóki z wiarą i ufnością nie zaprosisz Go by to uczynił. Jeśli poczujesz w sobie Obecność i Nieograniczoną Moc Twojego „JAM JEST”, nie będzie dla Ciebie rzeczy niemożliwych! Jeśli zaś będziesz w stanie pielęgnować, podtrzymywać i umacniać tę świadomość, Twoje osiągnięcia przekroczą Twoje wszelkie oczekiwania. Nie ma bowiem odgórnego (Boskiego) limitu na używanie Mocy i Inteligencji, która ożywia i napędza wszystko! Ograniczeniem jest wyłącznie Twój strach, niepewność, brak wiary, obawa, resztki mylnych przekonań, itp.

Na szczęście, chociaż posiadasz całkowicie nieograniczoną moc kształtowania Twojego świata (robisz to codziennie, nawet tego nie zauważając), to nie możesz w takim samym stopniu wpływać na świat innych Ludzi-Bogów. W szczególności, nie możesz wpływać na świat tych spośród nas, którzy tego nie chcą (świadomie lub podświadomie). Każdy z nas ma bowiem wolną wolę. Gdyby to nie było takie trudne, to wyobraź sobie co mogliby nawyczyniać Hitlerzy, Stalini i Pol Potowie tego świata! Na szczęście Zbiorowość ma możliwość przeciwstawienia się takim zaburzonym jednostkom. 
Heroiczność walki, jaka we wspomnianych przypadkach była konieczna …, pokazuje dobitnie, że Mocy „jest obojętne” kto i w jakim celu jej użyje. Obsesyjne opętanie jakąś ideą wystarczyło, by stworzyć innym coś, co zwykliśmy nazywać „piekłem na Ziemi”.

Jeśli nieświadome użycie Mocy i wolnej woli pojedynczych ludzi, mogło doprowadzić do tragicznych wydarzeń, które historia zapamięta na zawsze, to wyobraź sobie, co można osiągnąć używając Boskiej Mocy i Inteligencji świadomie i z pełnym wykorzystaniem Jej naturalnej zasady, którą jest Miłość (a wraz z Nią: Harmonia, Piękno, Twórcza Aktywność, Niewyobrażalna Inteligencja i Niewyczerpana Kreatywność).

Podsumowując, w pojedynkę możesz z łatwością przywrócić sobie całkowite zdrowie i sprawność ciała (w dowolnym stopniu i zakresie), możesz zaprowadzić ład w Twoim domu, wypełniając go miłością, spokojem, pięknem, harmonią i dostatkiem. Możesz też uzdrowić Twoich najbliższych lub przyjaciół, którzy nie mają świadomości swojej własnej siły i doskonałości „JAM JEST”, która tli się w nich, czekając na podmuch, który na nowo rozpali Ją żywym płomieniem. Możesz pomóc sobie w karierze lub biznesie, w twórczości lub sporcie. Możesz nawet pomagać swojemu krajowi lub światu, wspierając swoją energią tych, którzy od dawna chronią i wspomagają Ludzkość i Jej Dom.

Musisz się jednak liczyć z tym, że jeśli ktoś z Twoich domowników lub przyjaciół zdecydowanie nie będzie chciał Twojej pomocy i dobrej energii, to Wasze drogi mogą się rozejść. Zawsze jednak możesz podejmować starania … i życzyć mu/jej postępu na osobistej ścieżce rozwoju. Tak to działa: w Twoim świecie zjawiają się ludzie, których cele są w jakimś stopniu zbieżne z Twoimi, inni zaś odchodzą (w taki czy inny sposób), bo ich cele w żadnym stopniu nie pokrywają się już z tymi, które właśnie realizujesz.

Jeśli nadal masz wątpliwości, przypomnij sobie czego Cię nauczano na lekcjach religii (tej prawdy na szczęście nikt nie zaciemnił):

Bóg stworzył Człowieka, na swój obraz i podobieństwo!

Czy sądzisz, że autorowi (autorom) tych słów chodziło o to, że Bóg ma głowę i tułów, dwie ręce i dwie nogi …!? No chyba żartujesz!? Pomyśl o tym!

Podobieństwo, o którym tutaj mowa, to nic innego jak owa wolna wola, o której tyle się mówi, i która bywa zazwyczaj tak źle (i kompletnie nieświadomie) wykorzystywana przez nas, Ludzi. To także nic innego jak posiadanie nieograniczonej mocy tworzenia swojego świata. Bóg już stworzył i umiłował swój (wszech)świat – takim jakim chciał go widzieć. Teraz Ty stwórz swój, korzystając z mocy, którą Ci dał i próbując naśladować Jego Miłość, Kreatywność i Tolerancję.

Na początek pomyśl o Twojej Nieśmiertelnej Duszy, która rezyduje gdzieś w okolicach serca, pośrodku klatki piersiowej, i powiedz: „JAM JEST”

Powtórz to kilka razy i obserwuj swoją reakcję. Następnie użyj (i używaj jak najczęściej) wielkiej afirmacji, którą otrzymaliśmy od Mistrza Jezusa:

„JAM JEST Zmartwychwstanie i Życie”

Tak, wiem! Jakiś czas temu odtrąbiłem koniec epoki afirmacji. Przyznaję, że przedwcześnie. Czasami daję się porwać jakiejś ciekawej idei czy pomysłowi, ale nie przestaję szukać i sprawdzać …

Wierz mi, że afirmacje, które dał nam Mistrz Jezus, mają szczególną moc, którą On im nadał!

Praktykuję tę i inne wspaniałe afirmacje „JAM JEST” od jakiegoś czasu, a to, czego doświadczyłem nie da się porównać z żadnym innym dotychczasowym przeżyciem. Sprawdź sam/a! Nie będę Ci niczego sugerował.

Zmierzając ku podsumowaniu całości, pozwolę sobie przedstawić Ci trzy cytaty ze szczególnej i cudownej książki – „Złotej Księgi” Saint Germain’a:

„Życie, we wszelkiej swojej działalności, wszędzie gdzie się przejawia jest BOGIEM W DZIAŁANIU. Ze względu na brak wiedzy o sposobie stosowania myślo-emocji, ludzie stale utrudniają przepływ Esencji Życiowej we wszystkim. Gdyby tak nie było, życie przejawiałoby swoją doskonałość z całą naturalnością.
Naturalną tendencją Życia jest Miłość, Pokój, Piękno, Harmonia i Obfitość. Esencji Życiowej jest obojętne, kto jej użyje, toteż nieustannie wypływa by przejawiać coraz to więcej swojej doskonałości i zawsze z tym ożywczym impulsem, który jest jej właściwy.”

„A teraz zwróćmy uwagę i wyjaśnijmy powiedzenie najpotężniejsze ze wszystkich, które zostały rzucone w świat doświadczeń zewnętrznych za pomocą słów: "JAM JEST brama otwarta, której żaden człowiek zamknąć nie może". Czy nie widzisz, jak istotną moc posiadają te słowa? Kiedy w pełni zrozumiesz te potężne afirmacje, zdasz sobie sprawę z tego, co możesz przez nie osiągnąć.
Kiedy uznasz i zaakceptujesz w pełni "JAM JEST", jako Wielką Obecność Boga działającą w tobie, zrobisz jeden z największych kroków w kierunku uwolnienia.”

„Nieszczęściem dla ludzkości, które powoduje tyle bezpodstawnego egoizmu i wzajemnego potępiania między jedną a drugą osobą, jest chęć posiadania wspaniałego błogosławieństwa Boga tylko dla siebie. Nie ma niczego więcej oprócz jednej działającej Miłości, Inteligencji, Władzy i Substancji w każdym osobniku, i to właśnie jest Bóg. To jest ostrzeżenie, jakie możemy dać każdemu uczniowi, w związku z chęcią posiadania na własność władzy, która służyłaby tylko jemu jednemu.”


Teraz już wiesz skąd wziął się tytuł artykułu.
Tej bramy nie można zamknąć! – Tego ognia nie można zgasić, ale można zmarnować ten żar, nigdy nie rozniecając zeń żywego płomienia.


Poszukiwaczom Prawdy i Szczęścia polecam lekturę tego Dzieła.

A teraz obiecana informacja dla niedowiarków – co nie znaczy, że pozostali powinni ją pominąć. 
Natrafiłem niedawno na ogromnie ciekawy film, w którym człowiek o nazwisku Gregg Braden opowiada o kilku ciekawych eksperymentach naukowych. Musicie to zobaczyć! Ten niezbyt długi materiał został podzielony na sześć części i zaopatrzony w napisy w języku polskim. Kim jest Gregg i czym się zajmował dowiecie się z filmu i – dla uważnych – będzie to równie zaskakujące jak sama treść przekazu. W piątej części zobaczycie, że to, co zwykliśmy nazywać cudami, jest wynikiem umiejętnego wykorzystania odwiecznych praw – praw opisujących działanie Boga w naszym świecie, czyli sposobu, w jaki Moc i Inteligencja Boga przejawia się w naszej materialnej rzeczywistości.

Pamiętaj! To myśl i emocja są sprawcami wszystkiego, co przeżywasz, a nie odwrotnie!

Namaste
Greg Ka

Link do filmu (teraz już w całości a nie w częściach):

Link do „Złotej Księgi” Saint Germain’a:


wtorek, 8 listopada 2011

100 tysięcy myśli


Czy chcielibyście, aby afirmacje (lub aformacje), które stosujecie były skuteczne?
Czy chcecie, aby wizualizacje, oprócz kilku miłych chwil, przynosiły także konkretne, pozytywne rezultaty?
Czy pragniecie, by nareszcie coś w Waszym życiu drgnęło i ruszyło w upragnionym kierunku?
Mam dla Was dobrą wiadomość! Można tego dokonać!

Czy wielokrotnie próbowaliście, bez wyraźnych rezultatów, zastosować różne metody poprawy jakości Waszego życia?
Czyż nie przeczytaliście kliku (lub wielu) książek i artykułów, opisujących różne cudowne (i gwarantowane) metody …, np.:
- siedem sposobów na …
- pięć kroków do …
- trzy metody …
- tajemnica …
?

Ja też wiele tego przeczytałem i … nieco napisałem. Ze sterty komercyjnej (choć darmowej) sieczki, czasami udawało mi się nawet wyłowić coś bardzo wartościowego. Kupiłem też kilka niezłych książek i materiałów Audio/Video zza oceanu i subskrybowałem newsletter-y kilku znaczących postaci ze świata self-help. Te ostatnie spowodowały, że moja skrzynka mailowa tak szybko zapełniała się kolejnymi „rewelacyjnymi” ofertami, że nie byłem już w stanie oddzielać ziarna od plew.
Musiałem wyłączyć większość subskrypcji.

Nie twierdzę, że Ci wszyscy spece nie znają się na rzeczy. Jestem też przekonany o ich dobrych intencjach – chcą pomagać, lubią i potrafią to robić. Tyle, że – zgodnie z duchem epoki, która na szczęście powoli się kończy (wznosząc ku nam swój łabędzi śpiew) – za swoją wiedzę każą sobie słono płacić. Żeby wszystko było jasne, nie potępiam nikogo.

Przy okazji zobaczyłem przynajmniej, jak fantastycznie współpracuje ze sobą spora grupa największych amerykańskich guru od osiągania sukcesów. Stosują skoordynowane (choć nie idealnie), zespołowe działania marketingowe, wymieniając się specjalnymi ofertami, a czasami wspólnie tworzą unikatowe materiały. Rodzimi naśladowcy, jeszcze nie nauczyli się takiej współpracy – każdy sobie rzepkę skrobie.

Muszę niestety przyznać, że często „wartość estetyczna opakowania” bywała większa, niż merytoryczna wartość jego zawartości. Takie czasy. Spece od marketingu wznieśli się na wyżyny swojej „podstępnej” sztuki i potrafią wcisnąć większości ludzi dowolny produkt, niezależnie od jego wartości i przydatności.

Pośród całej masy materiałów, które przeczytałem, obejrzałem i przesłuchałem, trafiły się bardzo cenne informacje i rady, które warto przemyśleć, stosować i upowszechniać.

Po tym przydługim wstępie, przejdę wreszcie do meritum.

Naukowcy szacują, że przez nasz mózg przebiega od 60 do 100 tysięcy myśli, każdego dnia!
Niektórzy, twierdzą, że jest ich znacznie więcej. Załóżmy jednak, dla uproszczenia, że jest tych myśli 100 tysięcy.

Każda z tych myśli wysyła do Wszechświata konkretny sygnał. Wypadkowa tych wszystkich sygnałów jest Tobie, droga Czytelniczko lub Czytelniku, odsyłana w postaci zmaterializowanego życia (zdarzeń, sukcesów, porażek, chorób, przyjaciół, miłości, nienawiści, podróży, przygód, pogody, pecha lub szczęścia, itd.).

A teraz odpowiedz sobie szczerze na następujące pytanie:
Czy uważasz, że jeśli pół procenta tych wszystkich myśli skierujesz (np. poprzez afirmacje, wizualizacje i inne techniki) w stronę tego, czego pragniesz, to możesz rzeczywiście to otrzymać?
A jeśli skierujesz w stronę Twoich marzeń jeden procent Twoich codziennych myśli?

Pomogę Ci:
Marne są Twoje szanse, jeśli pozostałą część z tych stu tysięcy myśli, nadal stanowić będą rozmyślania o chorobach, strach przed biedą lub zdradą, rozpamiętywanie niespełnionej miłości i tysiące innych podobnych „trujących” błysków Twojego, puszczonego samopas intelektu.

Dysponujesz ogromną mocą – mocą realizacji tego, o czym cały czas myślisz!

Afirmacje, to jednak nie tylko słowa, które wypowiadasz w chwili relaksacji. Pamiętaj, że afirmujesz całym życiem: każdą myślą, każdym działaniem i każdym uczuciem!

Wszystko, co wysyłasz, zostaje Ci zwrócone w postaci Twojego życia.

Co należy zrobić? To proste: zapanować nad swoimi rozbieganymi myślami, słowami i czynami.

Jak to zrobić:
  1. Nie oglądaj kolejnego odcinka durnego, tasiemcowego serialu, którego bohaterowie nie robią nic innego, jak tylko walczą z trudnościami, lub (co gorsza) snują intrygi. Zamiast tego idź na spacer i popatrz na Słońce lub gwiazdy, przeczytaj coś budującego lub obejrzyj komedię.
  2. Nigdy się nie wściekaj i nie złorzecz komuś, kto zrobił Ci przykrość lub świństwo. Zamiast tego pomyśl o tym, że chciałbyś, aby drogi Twoje i tej osoby nigdy się już nie przecinały. Życz jemu/jej dojrzałości i mądrości. Nie mścij się!
  3. Nie rozpamiętuj swoich błędów, ale ucz się na nich. Powiedz sobie: „nie muszę tego ponownie doświadczać, bo już wiem jak to jest; nigdy już tego nie zrobię, bo jestem teraz mądrzejszym i lepszym człowiekiem”.
  4. Zamiast tracić czas na szkodliwe myśli, pomyśl trochę więcej o Twoich marzeniach. Wyobrażaj sobie często jak ma wyglądać Twój upragniony dom i ogródek. Spaceruj po nich w myślach i projektuj. Podobnie projektuj inne rzeczy i wydarzenia, których chcesz doświadczyć.
  5. Nigdy nie zastanawiaj się jak osiągniesz Twój cel. Wyobrażaj sobie ze szczegółami końcowy rezultat, ale nigdy drogę do niego. Jednocześnie przyglądaj się życzliwie ludziom wokół Ciebie, przyrodzie i swoim myślom. W pewnym momencie poczujesz impuls – pojawi się pomysł, osoba, wydarzenie, przeczucie lub inna inspiracja, aby coś zrobić (zadziałać). Wtedy działaj, najlepiej jak potrafisz, z ufnością i pewnością wygranej.
  6. Nigdy nie próbuj się „dorobić” (osiągnąć Twój cel) kosztem krzywdy innych ludzi. Nie możesz wykorzystywać cudzej naiwności, niewiedzy lub nieświadomości. Cwaniactwo nie zapewni Ci harmonijnego i stałego poczucia szczęścia. Co najwyżej krótkotrwałą radość z jakiegoś wątpliwego sukcesu.
  7. Zachwycaj się tym, co masz i dziękuj za to Opatrzności. Popatrz na twoje zręczne palce i pomyśl o tym jak doskonale są zbudowane. Pomyśl o ludziach, których kochasz i o tym, co im zawdzięczasz. Doceń fakt, że z kranu leci ciepła i zimna woda – wielu ludzi tego nie ma. Bądź świadom wszystkich dobrych „rzeczy” w Twoim życiu, bo tylko wówczas otrzymasz ich więcej.
  8. Nie oceniaj innych – nie jesteś „nimi”, więc nie możesz być pewien, co byś zrobił na ich miejscu (mając ich doświadczenia, otoczenie, wzorce itp.). Spoglądaj raczej na siebie i myśl o tym, co możesz poprawić.


Krótko mówiąc:
Wyrywaj głupie, bezużyteczne i złe myśli jak chwasty i zastępuj je zadbanymi i wypielęgnowanymi, czystymi i pięknymi myślami, pełnymi życzliwości wobec siebie i innych. Wówczas, wszystkie metody zadziałają, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Namaste
Greg Ka

PS. Jest jeszcze „tajemny" klucz, który ułatwi Wam zarządzanie swoimi myślami, ale o tym napiszę w odrębnym artykule.


PPS. Jeśli komuś spodobał się ten artykuł i chciałby go pobrać, to proszę skorzystać z tego linku: Link do Artelis - 100 tysięcy myśli

czwartek, 20 października 2011

Działaj świadomie - uwolnij się!


Zapewne wielu z Was słyszało już o metodzie, jaką od dawna stosują łowcy, by złapać żywe okazy małp dla ogrodów zoologicznych (lub innych, czasem mniej szczytnych celów). Otóż umieszczają oni jakiś małpi przysmak (np. orzeszki) w naczyniu, którego wlot jest na tyle szeroki, aby małpa włożyła tam swoją dłoń, ale jednocześnie na tyle wąski, by nie mogła jej wyciągnąć, kiedy trzyma w niej swój przysmak.

Wiadomo od dawna, że małpa nie puści orzeszków, bo nie rozumuje logicznie (pomijam tu laboratoryjne wyjątki). Czasem, zależnie od sposobu umocowania, mogłaby też odwrócić naczynie do góry dnem i wysypać rarytasy, ale tego nie robi.

No dobrze, zapytacie może, ale co to ma wspólnego z nami, ludźmi!? Każdy człowiek od razu zrobiłby, co trzeba, by się uwolnić z tak prostej pułapki.

I tak i nie.

W doświadczeniu fizycznym … oczywiście, że tak by zrobił, jeśli jednak pułapka jest nie fizyczna a mentalna, z reguły zachowujemy się zupełnie inaczej, tzn. identycznie jak wspomniane wyżej małpy.

Czy nie zdarzyło się Wam powiedzieć czegoś w rodzaju:
- Moja sytuacja finansowa jest krytyczna!
- Moje biedne nogi, tak bolą!
- j ból głowy, jest tak silny, że nie pomagają mi żadne tabletki!
- Moja praca jest beznadziejna i z ledwością w niej wytrzymuję!

No właśnie! To jest „zawłaszczanie” problemu!

Przyznajemy, że problem jest nasz. Identyfikujemy siebie, jako właściciela problemu. Hołubimy nasz problem. Ogłaszamy się jego właścicielem. Chwalimy się, że nasz problem jest większy niż problem sąsiada czy przyjaciela.

To jest zasadniczy błąd!

Zaciskamy w garści nasz problem i nie chcemy go puścić. Tym sposobem musimy nauczyć się żyć w pułapce, w której pozostajemy dobrowolnie.

Pewnie wielu z Was słyszało, że chcąc udzielić komuś konstruktywnej krytyki, powinniśmy oddzielić krytykowane „dzieło” lub zachowanie, od osoby, do której się zwracamy, czyli tej, której krytyka ma pomóc.

Powinniśmy, więc powiedzieć:
- Twoje dzisiejsze zachowanie mi się nie podobało, ponieważ …
- Ten rysunek jest mniej udany od poprzednich, bo …

Zamiast mówić:
- Jesteś nieznośny i niewychowany …
- Jesteś beznadziejnym rysownikiem …

Tak samo powinniśmy robić mówiąc o problemach, których doświadczamy. Powinniśmy więc mówić „ten ból głowy” zamiast „mój ból głowy”, „ta sytuacja finansowa, której obecnie doświadczam, jest rzeczywiście trudna …” ( i najlepiej dodać „ale jestem pewien, że wkrótce to się zmieni na lepsze”).

Jeśli traktujesz problem jak Twoją własność, nie dziw się, że nie możesz się go pozbyć.
Oddziel go do siebie, nazwij go właściwie i pozwól mu odejść.


Ludzie, którzy interesują się NLP wiedzą, że słowa, które często wypowiadamy, podobnie jam nasze przeważające myśli i wyobrażenia, mają bezpośredni wpływ na to, czego doświadczamy – dosłownie: tworzą nasz świat i nasze życie doczesne.

Jeśli masz wątpliwości, wykonaj małe ćwiczenie, które nazwiemy „wypieranie chmur”.




Kiedy będziesz leżał sobie spokojnie na niezbyt przeludnionej plaży, lub (lepiej) na pięknej łące albo leśnej polanie, popatrz w niebo i poszukaj chmur.
Może, któraś akurat będzie przysłaniać Ci słońce. Wyobraź sobie, że ta chmura znika – nie ma jej, a słońce bez przeszkód gładzi Twoją twarz swoimi promienistymi, ciepłymi dłońmi. Możesz też spróbować zmienić kształt, którejś chmury na taki, jaki Ci się podoba. Zrób to spokojnie i bez wysiłku. Zobacz efekt oczyma wyobraźni. Nie dalej jak za kilka minut poszukaj Twojej chmury …

Wykonuję to ćwiczenie od jakiegoś czasu i efekty coraz bardziej mnie zadziwiają.
Bywa, że rano zasnute jest całe niebo. Idę na spacer z psem. Wykonuję ćwiczenie, starając się ujrzeć jak chmury rozstępują się, a przez powstałe okno widzę skrawek niebieskiego nieba i słońce. Błękitny obszar powiększa się, a ja czuję ciepło i przez przymknięte powieki widzę charakterystyczną jasność, naszej cudnej gwiazdy.

Czasem po piętnastu minutach, kiedy wracamy, a czasem za godzinę lub dwie, widzę, że ciemna zasłona się rozstąpiła, a przez wyrwę w chmurach słońce świeci prosto na „mój kawałek planety”.

Nie ważne, jakie były prognozy pogody na dany dzień i jak bardzo beznadziejna wydawała się sytuacja. Działa!

Poćwicz i sprawdź:)

Tak właśnie powinieneś wypierać problemy! Po prostu zobacz zbliżającą się jasność. I nie zawłaszczaj problemu, tylko pozwól mu odejść.

Namaste

Greg Ka


PS. Myślicie, że macie problemy? Pewnie macie rację - prawie każdy je ma. Powinniście jednak poznać kogoś, kto bardzo mi zaimponował. Człowieka, który musi być Mistrzem w wypieraniu problemów (ale przygotujcie wpierw chusteczki - dużo chusteczek, bo wzruszycie się tak jak ja). Niech Was nie zwiedzie wesolutki początek tego krótkiego filmu i nie martwcie się, jeśli nie znacie języka angielskiego - wszystko pojmiecie w lot.


Link Niebywały Człowiek


Uwaga: Gdyby ktoś chciał pobrać ten artykuł na swoją stronę, proszę użyć linku: Link do Artelis - Działaj świadomie

czwartek, 8 września 2011

Wizualizacja Plus


Witajcie Przyjaciele i Goście mojego blogu.


Jakiś czas temu, obiecałem jednej z Czytelniczek [patrz: komentarze do „Sekret” – prawda czy takie tam …? Cz. 3 i ostatnia (wer. robocza A)], że zamieszczę na swoim blogu opis metody, którą na swój użytek nazwałem Wizualizacją Plus (akurat nic lepszego nie przyszło mi do głowy). Jest to metoda będąca połączeniem innych technik i metod, jakie poznałem w ciągu ostatnich dwóch, trzech lat. Dorzuciłem również swoje trzy grosze i w rezultacie mamy metodę, którą zaraz Wam opiszę.

Kilka miesięcy temu opisałem tę metodę mojej serdecznej Przyjaciółce, która od dłuższego czasu chodziła o lasce i borykała się z silnym bólem, który nieustannie jej towarzyszył. Lekarze kazali jej leżeć i czekać w kolejce na operację. Jakież było moje zdziwienie, kiedy dwa czy trzy miesiące później ujrzałem ją bez laski i z szerokim uśmiechem na ustach. Na szczęście Ona nie zauważyła związku pomiędzy metodą WP a swoim obecnym stanem zdrowia. Tzw. „prawo przyciągania” zadziałało tutaj z właściwą sobie elegancją i dyskrecją. Dość powiedzieć, że moja Przyjaciółka spotkała na swej drodze kogoś, kto skierował ją do właściwego specjalisty – terapeuty, u którego sam znalazł pomoc i ulgę w cierpieniu. Wystarczyło kilka wizyt, i laska wylądowała w kącie!
Może piękniej by było gdyby organizm sam się uzdrowił? Nieee! Wcale nie! To właśnie jest fantastyczne – „mówimy”, co chcemy mieć i nie martwimy się jak. Bóg czy też Wszechświat (nazwijcie sami tę Potęgę) znajduje sposób by nam dostarczyć to, czego sobie życzymy.

Nieważne czy macie problemy ze zdrowiem, z pieniędzmi czy z miłością. Zamiast o miłości możemy też mówić o szeroko pojętych relacjach z innymi ludźmi. Nieistotne więc czego dotyczy Wasze zmartwienie – zacznijcie stosować tę metodę.
Gorąco polecam!

Jest to technika prosta i opierająca się na znanych, starych prawach i mechanizmach, których połączenie ma jednak (jak dla mnie) wydźwięk dość nowatorski. Jest szczególnie przydatna, kiedy człowiek czuje się przytłoczony jakimiś myślami (o problemach zdrowotnych, finansowych lub problemach w relacjach z innymi ludźmi). Mówiąc „przytłoczony”, mam na myśli stan, w którym trudno jest skupić myśli na czymkolwiek innym niż dręczący nas problem (niepewność, obawa …).


Ja, w praktyce, robię to tak:
1.       Nakładam słuchawki i włączam muzykę (np. „Secret fountain” – David & Steve Gordon z albumu Musical Healing, lub Andreas Scholl “How sweet the moonlight” jeśli jest wieczór – ten ostatni jest na YouTube http://www.youtube.com/watch?v=anxQ-CoesRQ , lub coś innego i spokojnego co lubię - najlepiej utwór instrumentalny, relaksacyjny) – nie za długa całość 3-4 minuty;
2.       Przez kilka, kilkanaście sekund daję się ponieść muzyce i jej klimatowi – pozwalam się zainspirować;
3.       Mówię swojemu umysłowi świadomemu miej więcej tak: „wiem, wiem – jest mnóstwo pilnych spraw lub zmartwień do przemyślenia, ale teraz są moje trzy minuty i ja decyduję, o czym myślimy, do zmartwień wrócimy za chwilę, a teraz daj mi te trzy minuty spokoju!”; z reguły umysł odpuszcza i pozwala przełamać gonitwę myśli negatywnych;
4.       Przez chwilę kieruję myśli na jakieś najcudowniejsze wspomnienia lub jakąś wymarzoną, cudowną sytuację –  pozwalam rozkwitać marzeniom
a) Potem kieruję myśli na wymarzoną sytuację, która przy okazji symbolizuje i uosabia koniec moich kłopotów, (np. tańczysz rock and rolla, fikając jak 18-to latek, albo wlazłeś na Giewont i cieszysz się widokami i własną siłą, albo …można tu puścić wodze …). Ważne by wyobrażać sobie rezultat a nie drogę do niego. (Utrzymaj wizję przez nie mniej niż 70 sekund.) Myślę o tym jak korzystam z otrzymanego daru (zdrowia, pieniędzy, miłości).
b) Wtedy staram się odczuć ulgę, radość, satysfakcję, wzruszenie i wszystko co trzeba tzn. co będę czuł kiedy mój kłopot się skończy; Staram się poczuć tak jakby to już się dokonało (jak pojawiają się łzy ulgi i radości to – z mojego doświadczenia – jest tak jak należy). Żyję przez moment tą radością, daję się jej ponieść …
c) Na koniec: dziękuję (Bogu, Opatrzności, Wszechświatowi … ) – odczuwam i wyrażam wdzięczność mówiąc (i czując w głębi siebie): JESTEM TAK BARDZO WDZIĘCZNY, DZIĘKUJĘ, DZIĘ-KU-JĘ!

KONIEC

Wracam do życia z innym nastawieniem. To naprawdę wspaniale działa! Powtarzam w miarę możności 3-5 razy na dzień (przy pewnej wprawie można i bez muzyki, ale to trudniejsze). Jeśli nie możecie tak często, to spróbujcie przynajmniej rano i wieczorem.

Cud przychodzi niepostrzeżenie i bez wysiłku – nie wypatruj goJ bo wszystko zepsujeszJ

Namaste
Greg Ka

PS. Żeby wszystko było jasne, nie wyrażam zgody na pobieranie tego artykułu z mojego blogu i nie udostępniam go nigdzie indziej. Można go czytać tylko tutaj.